This page is hosted for free by cba.pl. Are you the owner of this page? You can remove this message and unlock many additional features by upgrading to PRO or VIP hosting for just 5.83 PLN!
Want to support this website? Click here and add some funds! Your money will then be used to pay for any of our services, including removing this ad.
  • Witaj na naszej stronie
Start Bez komży Twój ruch, czyli rozmowa z Pawłem Łabędzkim

Piękny piątkowy wieczór, park pełen rozpoczynających weekend ludzi. Ptaki na drzewach wydają się brać udział w konkursie na najgłośniejsze i najdziwniej wykrzyczane odgłosy. Jednak dwójka chłopaków wyraźnie odstaje krajobrazu. Tę straszną walkę, która toczyła się wtedy pomiędzy mną a Pawłem zapamiętam na długo.

Początki niepozorne

Wywiad z nim jest naprawdę inny od wszystkich, ponieważ odbywa się... nad szachownicą! W drodze do parku postanowiłem, że jeśli dojdzie do takiego pojedynku, nie ujawnię wyniku. Teraz wiem, że to niemożliwe. Cały nasz dialog – co dyktafon wiernie zarejestrował – jest przerywany pytaniami typu: mój ruch?, a z mojej strony: mogę tak bić?, na co Paweł cierpliwie odpowiadał: nie!

Jest więcej szachistów, niż piłkarzy. Wśród dorosłych zainteresowanie jest ogromne – twierdzi, gdy zapytałem go skąd takie dziwne hobby, bo w jego wieku raczej biega się za piłką. Uprawianie szachów jest jednak nieco łatwiejsze: nie wymaga wychodzenia z domu, zakupienia dodatkowego obuwia itp. No tak, wśród moich rówieśników znam może 3 osoby, które grają w szachy – poprawia się.

Wszystko zaczęło się od mojej mamy. Nie jest zawodowcem, nie ma żadnej formalnej kategorii, ale grała ze mną. Ot tak, rekreacyjnie. Podpatrując jej ruchy zacząłem się uczyć. W końcu udało mi się ją pokonać. Wtedy zapisała mnie do szkolnej sekcji szachowej, no i okazało się, że całkiem nieźle mi to wychodzi – opowiada. W końcu pojawiły się pierwsze mistrzostwa. Tam na sześćdziesięciu zawodników w mojej grupie wiekowej byłem trzydziesty z czterema punktami. To był bardzo dobry wynik. Wtedy postanowiłem, ze zacznę trenować na serio.

Pytam o sposób punktowania, który okazuje się bardzo prosty. Za wygraną jest jeden punkt, za przegraną zero, a za remis pół punktu. Szach!mówi Paweł. Za nami 2 minuty wywiadu, trzy ruchy mistrza szachownicy, a ja po raz pierwszy i nie ostatni tego wieczoru znalazłem się w niezłych opałach. Paweł w oczekiwaniu, aż znajdę wyjście z opresji, kontynuował: Jest pełno szczebli rozgrywek. Wszystko zależy od czasu partii, przeciwnika, jego później zajętego miejsca itp. To zawsze decyduje o punktach. Istnieją ruchome rankingi, na podstawie których ustala się kategorie – w tym miejscu Paweł z wielką pasją zaczyna opowiadać o skomplikowanych zasadach ustalania kolejności rankingowych, a ja panicznie rozważam wszystkie możliwości ucieczki spod gilotyny.

Zacząłem grać w wieku siedmiu lat, ale to były te rozgrywki z mamą, czyli szybkie przegrane. A na poważnie? Trzecia klasa podstawówki, czyli cztery lata temu – odpowiada, zapytany o początki. Przez cztery lata można osiągnąć bardzo dużo, ale Paweł przebił na wylot moje najśmielsze oczekiwania. Zostałem dwukrotnym wicemistrzem szkoły, zająłem dwudzieste pierwsze miejsce na Mistrzostwach Śląska z przeszło siedemdziesięciu zawodników, ale to było bardzo szerokie ex aequo, bo tyle samo punktów miało jeszcze siedmiu zawodników przede mną. Dobrze mi wtedy poszło. Ponadto w Kopalni Wujek na turnieju zdobyłem trzecią kategorię [rodzaj awansu do wyższej ligi – przyp. red.] – wymienia.

Skąd takie sukcesy? Gram w drugim najlepszym klubie w Polsce, w Pałacu Młodzieży. Grałem kiedyś w tym najlepszym – Hetmanie Szopienice Katowice, ale stamtąd dość szybko się wyniosłem.